Dawno, dawno temu, kiedy Mrzeżyno było jeszcze nazywane Regoujściem w okolicy dzisiejszej Leśniczówki czyli wówczas Heidhof nie zawsze mieszkał leśniczy. Kiedyś stał tam potężny zamek, a jego mury górowały dumnie nad okolicą, wzbudzając strach i niepokój. Zamieszkiwał go osławiony Baron-Rabuś, którego imię wymawiano szeptem w okolicznych wioskach. Miejsce to miało bardzo ponurą renomę, a opowieści o jego okrucieństwie i chciwości krążyły wśród ludu. Kupcy, którzy nieopatrznie zapuścili się w te okolice, musieli liczyć się z najgorszym. Byli obrabowywani, a jeśli uszli z życiem, mieli ogromne szczęście. Zamek barona był pułapką, z której mało kto uchodził bez szwanku. Baron słynął również z zamiłowania do hucznych zabaw. Na zamku odbywały się codziennie uczty, podczas których jego rycerze wydawali i przepijali zrabowane kosztowności, wznosząc toasty za swojego bezwzględnego pana. Złoto i klejnoty przechodziły z rąk do rąk, a wino lało się strumieniami, podczas gdy kupcy opłakiwali swoje straty. Jednak z czasem kupcy stali się ostrożniejsi. Coraz częściej omijali te niebezpieczne okolice, wybierając dłuższe, ale bezpieczniejsze szlaki. W rezultacie zamek zaczął powoli tracić swoją świetność. Bogactwo przestało płynąć szerokim strumieniem, a uczty stały się mniej wystawne. Los, który sam sobie zgotował, wkrótce dosięgnął Barona-Rabusia. Pewnego dnia morze, jakby w gniewie, wystąpiło z brzegów z niespotykaną siłą. Fale uderzyły o zamek, a żywioł w mgnieniu oka zatopił całą budowlę wraz z baronem oraz jego sługami. Zamek zniknął pod wodą, pozostawiając po sobie jedynie mroczną legendę. Do dziś krążą opowieści, że potężne wydmy znajdujące się na zachodnim brzegu Regi skrywają jeszcze część skarbów Barona Rabusia, czekając na śmiałka, który odważy się ich szukać.